Usłyszawszy o tem pojednaniu, Biskup szydersko się z niego wyśmiewał.
— Gdy się wszyscy jednają — zawołał — gódźcież i wy mnie z książątkiem tem...
— Książe Władysław Opolski już w waszej sprawie mówił — odezwał się Szczepan. — Stanęło na tem, że spokojnie do Krakowa powracać możecie. Nic wam nie uczynią. Księżna Kinga prosiła za wami, choć zna w was wroga swego. Leszek się opierał, Bolesław łaskawszy obiecał zapomnieć o wszystkiem...
Ks. Szczepan radował się i nakłaniał do jak najspieszniejszego powrotu, lecz bezpieczeństwo, za które on ręczył, nie zdawało się dostatecznem Biskupowi. Sam mając w sercu zdradę, obawiał się jej. Kilka dni upłynęło nim Biskup wreszcie, ważąc się, wahając — ośmielił wyruszyć do Łagowa, aby ztamtąd do Krakowa powrócić.
Z poselstwa kanonika wypadało, iż jawnej zgody nie miało być, a Biskup przybyć mógł jakby nic nikomu nie zawinił. — W dworcu jego miano go przyjąć jak dawniej, i spokój mu zaręczano.
— Kapituła, duchowieństwo wasze — mówił ks. Szczepan — ręczyło, iż Wasza Miłość zajmiecie się owieczkami swemi, księciu więcej żadnych przeszkód nie czyniąc.
Ks. Paweł wykrzywił się dziwnie, i szepnął po chwili.
— Są może ludzie co zapominają, co raz znienawidziwszy kogo, pokochać go potem mogą — mnie tej cnoty nie dano!
Skończyła się na tem rozmowa.
Wcale innego przekonania musiano być w Krakowie i Sieradziu. Książe Bolesław pewien był, że Biskup złamany i upokorzony, nadal się zachowa spokojnie.