Leszek, mniej łagodny, surowszy pan, był dlań do pokonania łatwiejszym.
Z przybranym uśmiechem na ustach wszedł Biskup do komory pańskiej. Bolesław przyjmował go otoczony wierną swą starszyzną.
Po przywitaniu, książe odezwał się radując pokojowi i bezpieczeństwu przyszłemu kraju swojego. —
— Czas, aby Bóg miłosierny zlitował się nad nami, — rzekł — albowiem to panowanie moje, dość srogich już klęsk doznało. Radbym, ażeby jaśniejsze słońce memu Leszkowi przyświecało.
Ks. Paweł półgębkiem tęż nadzieję wypowiedział.
Wspomniano o Tatarach iż poniósłszy niedawno klęskę, rychło się na nowy najazd ważyć niepowinni. Kanclerz chcąc rozmowę od drażliwszych przedmiotów oderwać, wtrącił świeżo przyniesioną wiadomość z Lignicy, iż druga żona Rogatki, którą był nie dawno poślubił, sromotnem jego życiem zmuszoną była, pieszo, przebrana po męzku, do ojca uciekać.
Bolesław bolał nad tem, a Biskup potwierdził wieść, dodając, że Łysy swawolne życie wiódł i miary w niem ani wstydu nie znał.
Mówiono i o tem, że dorosłe dzieci mając, w wieku już późnym niepotrzebnie ślubował.
Twierdzili jedni, iż dla wiana to uczynił, drudzy, że z rozpusty.
— Z księciem Henrykiem Wrocławskim, — rzekł Bolesław, — zdawna są nieprzyjaźnie, lecz ten się go nie ma co obawiać, bo człek taki podupadły na rozumie i mieniu nikomu niebezpiecznym być nie może.