— A co? a co? Biskup na jutro, na chleb, na polewkę prosi do siebie! Co to będzie! Wy, idziecie ojczulku?

Ks. Jakób głową potrząsnął...

— Jać nigdzie już nie chodzę, do kościoła nawet nie mogę.

— A wy? — zwrócił się do Janka.

— Jak sądzicie! — zapytał z pewną ironją Janko.

Zmięszał się przybyły.

— Ja! ja! — zająknął się — ale ja, głosuję za tem, aby iść! iść!

— Ja także! — odparł dumnie kanonik.

Ks. Jeremi przyskoczył doń żywo, oczki mu małe pałały.

— Tak jest, ja pójdę — dołożył chłodno Janko.