— Daję to co niosę, ofiaruję co mi powierzono — rzekł kanonik. — Z siebie, choćbym rad, nie mogę nic. Nie przystałoby mi też z pasterzem się targować.

— A Pasterz za gardło zduszony, musi zdać się na waszą łaskę lub niełaskę, i przyjąć co mu dacie! i dziękować!

Rzucił się gniewny.

— Znacie mnie, — począł zbliżając się do Dzierżykraja — przynajmniej tyle, iż wiedzieć powinniście: gdy na dnie serca mego kwas zostanie, wyrośnie w tej dzieży dla was niezdrowe ciasto!

Zmuszony do zgody, przyjmę ją ale — —

— To rzecz sumienia Waszego — przerwał kanonik.

Paweł złośliwie się uśmiechnął.

— Powtórzcież warunki — rzekł.

Poseł patrząc na niego, począł je wyliczać powoli.

— Nóż mam na gardle — krzyknął Biskup. — Słyszycie! Spisujcie tę zgodę niecną.. przyjmuję!