Wit słysząc to, mimowolnie głową potrząsnął, jakby niedowierzał.
— Uczynię to! — potwierdził Paweł marszcząc się.
— Zakaty by to było trudno! — odparł Wit. — Na zamku ich więcej niż nas wszystkich do ostatniego wymiótłszy, a czujni są.
Nie zważając na to Biskup dodał.
— Krzyżanowi zagróź! słyszysz — siłą czy inaczej ja swego dokażę...
Półkoza głowę tarł.
— Sprawę taką — odezwał się, — lepiej by babie niż mnie powierzyć.
Krzyżan sierdzisty, ja też, od słowa do słowa, bez guza by się nie obeszło...
Werchańcowa wtrąciła prędko.
— Tylko nie mnie tam ślijcie! Ja nie pójdę!