— To się pamięta, — mówił, — a póki człek żyw nie zabędzie!
Kinga nie mogła go rozbroić anielską łagodnością i pokorą, Bolesław milczeniem cierpliwem.
I ciągnęło się tak lat kilka, — czas nie zacierał, nie ułagadzał, ale jątrzył.
Coraz rzadziej, jakeśmy mówili, dawał się Biskup, zbliżać do siebie książętom, w końcu zupełnie zerwał z niemi. Ludzie Biskupa z zamkowemi byli jak ich panowie.
Rycerstwo niemieckie i polskie Bolesława obrażone za księcia, odzywało się, iż gotowe jak Toporczycy, drugi raz Pawła uczyć, aby lepszym był, gdy pierwsza kaźń nie pomogła.
W mieście, w ulicach, gdy się dwa oddziały spotykały, rzadko się bez zaczepek obeszło, niekiedy do mieczów się zrywano.
Gdy w gospodzie gdzie jedni się z drugiemi potłukli, a poszły skargi, czy na Wawel, czy do Biskupa, odgrażano się.
— Tego jeszcze mało.. to dopiero początek.. Co dalej, to lepiej będzie.
Powoli Biskup starał się ku sobie ziemian przygarniać i nowe mieszczaństwo krakowskie, które po najazdach tatarskich i zniszczeniu miasta, napływało tu ze stron różnych i osiadało.
W grodzie samym już teraz ziemianie krakowscy i rycerstwo miru tego i mocy niemieli, co za dawnych czasów. Coraz więcej niemców, ślązaków, rękodzielników, osadników powołania różnego gromadziło się tu na osobnem prawie swem siedząc, miasto zagarniając i rządząc się po swojemu.