— Gdybyśmy i szli — rzekł — dla waszej sprawy, na waszej musiemy być strawie. Za pomoc trzeba zapłacić, bo łup niepewny, a za niego my żywot dawać musiemy. Krew się poleje.
Mówcie ile grzywien srebra dostanie z nas każdy?
Na to pytanie gość zadumany nie zaraz mógł odpowiedzieć. — Inni Kunigasowie pochwalając ten warunek, głowami sobie znaki dawali i w milczeniu na odpowiedź oczekiwali.
— Damy wam i grzywny, — odezwał się po namyśle gość — damy, ale wiedzieć potrzeba za co? kto i wielu przyprowadzi ludzi. Na sotnie policzemy ich i na nie grzywny podzielim.
Wszczął się spór po litewsku między Kunigasami o grzywny.
Młody gospodarz i gość milczeli, dając się starszym między sobą rozprawić. Do zgody było daleko.
Tym czasem stoły ladajakie ustawiać przed niemi poczęto, i znosić na nie mięso, miski ze strawą, kołacze, które przywieziono gotowe...
Niektórzy głodni nie czekając brali się do nożów z za pasa, mięso krając i razem spierając się burzliwie. Na poważnego gościa, choć wiedzieli, że znaczny człek być musiał, nie zważano wiele. Obcy był — znali go tu, ale wstręt czuli ku niemu i z tem się nie kryli. —
Stary Kunigas Gedrotas odezwał się do swoich po litewsku, wiedząc, że języka tego obcy nie zrozumie — wskazawszy nań palcem.
— Jak jemu wierzyć, kiedy on swych braci zdradza i przeciw nim nas najmuje? Nie ruszemy się bez grzywien.