Grajek, którego Żabką zwano, począł zaraz pobrzękiwać z cicha, starając się wielką swą biegłość pokazać. Sonka półgłosem mu wtórowała wcale się o Biskupa nie troszcząc.
— A wy tu... tu... tu... co u licha robicie? — zaszeplenił Rogatka.
— Po drodze, chciałem się Miłości Waszej pokłonić — odparł Paweł.
— Moja miłość nędzna — zaśmiał się prędko bełkocąc Rogatka — licha warta miłość moja! Grzywien w skarbcu niema, beczki mi ta gawiedź powysuszała, chleba pożyczam, mięso rzeźnicy dają śmierdzące... Cała pociecha... ot... o!
Wskazał na Sonkę, która się pyszniła i śmiała.
— I oto ten niezdara Żaba!
Ręką na grajka zmierzył.
— Śpiewaj, bydle jakieś!
Grajek silniej w struny uderzył.
— Śpiewaj tę... o malinie, dziewczynie — Biskup jej nie posłyszy chyba od ciebie, a ładna..