Świętosław łamiąc chleb patrzał nań.
— Dużo ludzi nas zawiodło — odparł półgłosem. Bolko nam odciągnął wielu! o! wielu!
Uniósł się Biskup.
— Tych co swoich odstąpili! zdrajców! — krzyknął — wszystkich pod miecz! nie darujemy nikomu.
Gorączkowo ciągnął dalej.
— Obejdziemy się bez tych... Zwyciężym sami... Siła nasza i poczciwa sprawa przemoże... Precz musi iść Bolko ze swym Leszkiem... nie wystąpi przeciw nam, a jeźli się odważy, na miazgę go zgnieciemy.
Umilkł Świętosław.
— Dużo krwi się przeleje! — przebąknął zadumany.
— Tem lepiej, złej krwi upuścić trzeba, aby ciało wyzdrowiało — odparł Paweł.
Rozmawiali, a książe Władysław rozpytywał Racibora o siły jakie mu z sobą przyprowadzili, gdy Żegota Toporczyk wysłany przez ks. Pawła dla dostania języka, zjawił się z powrotem w progu. Wchodził jak z konia zsiadł, cały upylony, zmęczony, ze skronią potem oblaną, z czołem namarszczonem.