— To co! — spytała dumnie, podnosząc głowę Bieta.
— To ja, sługa jego, — dokończył stary — z kamieniem u szyi do wody cię cisnąć każę.
Wcale nie zlękniona Bieta popatrzyła nań długo.
— Myślisz, że ja się tego nastraszę? — odpowiedziała ze śmiechem — A! toć mi zrobisz łaskę! bo mi życie nosić na ramionach obrzydło, a dopókim żywa chodzić za nim muszę.
Wiesz ty, dla czego ja za nim chodzę?
Dopominam się u niego o zgubioną duszę moją — niech mi ją odda. A kto mnie z klasztoru i od ołtarza dla zabawki wziął!? Wiesz ty?
Wierzeja splunął.
— Mało kto weźmie dziewkę, — odparł — to ją już za to ma całe życie trzymać!
— A! ma! — zawołała gwałtownie Bieta — albo ją trzymać lub zabić! Niech że zabije albo zabić każe...
Wierzeja stał, słuchał i w głowie mu się to niemogło pomieścić. — Burczał, prychał zanim się zebrał na odpowiedź.