Gdy pachołkowie rzucali ją do wody związaną, u brzegu nieopodal, rybak w czółen sieci ściągał. Widział on napaść i zaledwie się zbóje oddalili, podpłynąwszy ku miejscu, w które wrzucono Bietę, zarzucił hak, który miał w czółnie, schwycił nim za sznury i z wody dobył omdlałą.
Sam on nie dobrze wiedział dla czego to uczynił, ale żal mu się zrobiło i wyratowawszy z topieli, dopóty koło niej chodził, aż przytomność odzyskała. Leżała potem godzin kilka sama na wybrzeżu, dopóki jej trochę sił nie wróciło, i zawlokła się napowrót do Krzyżana na zamek...
Tu obmokłą, osłabłą brat ów stary, jak mógł odziać się postarał, napoić i nakarmić.
Nie mógł się nawet dowiedzieć od niej co się z nią stało, bo mu opowiedzieć nie chciała. — Domyślił się łatwo kto mógł być sprawcą.
Z widzenia już znała Bietę księżna Kinga, wielka ubogich miłośnica, jak Jadwiga Ślązka. Kilka razy zbliżała się do niej, i od niej teraz dostała Bieta tę suknię burą, zakonnym krojem, a krzyżyk na szyję.
Łagodne słowo księżnej, która miała dar otwierania serc ludzkich, pierwszy raz, od bardzo dawna łzy wywołało na oczy Biety. Nie łzy gniewu jakiemi nieraz płakała dawniej, ale żalu i skruchy.
Poszła zadumana próbując się modlić.
Śmiech ten dziki, który jej usta wykrzywiał, powracał tylko gdy zobaczyła Pawła. Patrząc nań, szał ją ogarniał, potem siadała, płakała i chroniła się do kościoła.
Biskup Paweł parę razy zobaczywszy ją około dworu księżnej, a raz nawet przy niej samej, uniósł się gniewem niezmiernym. Zdało mu się, że ona go tam oskarżać i gwałty jego opowiadać musi.
Znowu tedy namiętnie wołać zaczął.