Pawlik jak skamieniały słuchał, ale gniew w nim drgał.
Wojusz skinął.
— Na zamek! Psy na sznury! służbo ty pana warta!
Odwrócił się do dwu pachołków, którzy wnet skoczyli z koni.
Pawlik jeszcze stał niemy, gdy Wojusz powtórzył głośniej.
— Na zamek!
Młody odwrócił głowę i zamruczał.
— Długo ty mi myślisz rozkazywać? ty?
— Póki mnie ojciec twój od tego ciężaru nie zwolni — odparł Wojusz, — dopóki ja za ciebie odpowiadać muszę Bogu, Jazdonowi i pamięci twéj matki.
— Na zamek! — powtórzył raz jeszcze.