Wyglądał raczéj na smakosza i dobrego koleżkę niż na jakiegoś tam naczelnika tajnéj policyj. Niebieskie jego oczy miały wyraz łagodny, usta rumiane i duże, uśmiechały się dobrodusznie i serdecznie, mimo pozornéj szczeroty rozlanej w całéj fizjonomij, Lawater byłby w niej odkrył dobrze zamaskowaną chytrość bizancką, w rodzaju téj jaką się odznaczała twarz Alexandra I., owego moskiewskiego anioła... z pazurkami pochowanemi w glansowane rękawiczki.
Z pierwszego wejrzenia wziąłbyś go za niewinnego epikurejczyka, w rozmowie dopiero gdy się te rysy nerwową grą ożywiły, wybitnie tryskała z nich przebiegłość a niekiedy zimne okrucieństwo. W ruchach téj postaci było coś kociego. Kuźma prosty człek, który się spodziewał ujrzéć potworę, zdziwił się mocno zobaczywszy tak uśmiechniętą i miłą istotę.
Gdy siedzący na kanapie mężczyzna mierzył przybyłego dość ciekawemi oczyma, porucznik tymczasem mu go przedstawiał. —
— Oto, proszę pana Naczelnika, majster Maciéj Kuźma, bardzo porządny i uczciwy człowiek, o którym panu Radcy miałem honor wspominać...
Porucznik dawał mu na przemiany ten tytuł Naczelnika i Radcy, którym ozdobiano zwykle wszystkich wyższych urzędników w Warszawie.
Przyjemny naczelnik nie odpowiedział tak rychło, zajęty był bowiem wydobywaniem resztek obiadu z dosyć jeszcze białych ząbków.
— A wieszże mój kochany o swoich obowiązkach? zapytał w końcu po chwili milczenia. —
— Nie, proszę pana, ja nic jeszcze nie wiem prócz tego, że mam być szpiegiem!
Naczelnik aż się rzucił z kanapki.
— Moja duszo, moje serce, kochany człowiecze głupi jesteś jak but. Co to jest szpieg? to jest wyraz przez nieprzyjaciół porządku wymyślony na pogardę! I Wać Pan, i ja, i wszyscy uczciwi ludzie jesteśmy obowiązani służyć naszemu Królowi i krajowi, strzedz i pilnować, aby w nim był porządek i bezpieczeństwo; ludzie źli podbechtani przez zagranicznych burzycieli, chcieliby zamącić spokój, aby w mętnéj wodzie ryby łowić. Cóż to jest złego, pytam się, stać na straży i dawać znać o pożarze? he?