— Mały kieliszek, rzekł Presler, ochładza i pokrzepia.
— Krzep się i ochładzaj, ja dziś nie piję. —
Porucznikowi jakoś smutno było solo ze swym nałogiem występować. —
— Eh! rzekł, dla kompanii!
— Widzisz serce, zawołał Muszyniec, ja jak piję to już nie kieliszkiem, ale flaszką. —
— To pijmy flaszką. —
— Widzisz, jak ja zacznę flaszką, to dociągnę do półtuzina, a jak półtuzina wypiję, zaczynam półgarcówką i potém ze mnie trup.
— Co to gadać, rzekł Presler, to bałamuctwo; damy sobie słowo honoru, że nad flaszkę ani kropli.
— Co z tego, kiedy ja jestem taki człowiek, odparł Muszyniec, że gdybym sobie najśliczniejsze słowo dał, to go natychmiast odbiorę, a jak piję, to mnie żadna ludzka siła nie wstrzyma...
— No to tak, dodał Presler, pod kpem, po jednym kieliszku...