— Panie naczelniku, rzekł, pan mi przyrzekłeś! zlituj się nademną!!
— Wybij ty to sobie z głowy żeby dla twoich pięknych oczu, rzekł surowo naczelnik, rząd miał schwyconego z bronią w ręku buntownika uwolnić. Podziękujesz Panu Bogu jeśli go z drugimi nie powieszą, a o przebaczeniu ani myśleć.
— Aleś mnie pan przyrzekł! przerwał Presler.
— Nic ci nie przyrzekałem, a teraz ci to tylko przyrzec mogę, że jeśli mi się poważysz raz jeszcze przyjść z temi piskami i czas zajmować to cię każę tam zasadzić zkąd niełatwo wyliziesz...
Groźba ta podziałała widać na Preslera, całą jego nadzieją były własne starania, zląkł się aby go nie zaaresztowano. Naczelnik, który w téj chwili na niego spojrzał, postrzegł na bladéj twarzy dwa strumienie łez, które cicho płynęły i po dwóch zmarszczach głębokich schodziły do ust zaciśniętych. Gdyby był miał trochę serca byłby się poruszył widokiem tego człowieka; egoista zakamieniały pocieszył się tylko tem że już drugi raz pięści koło twarzy swéj nie zobaczy.
Presler szukał w głowie innego ratunku, nic już nie mówił i gdy się pan radca spodziewał jeszcze długich skarg i pisku, odwrócił się nagle do drzwi i wyszedł.
To jego wyjście tak nagłe po gwałtownéj scenie rannéj zdawało się naczelnikowi nienaturalnem, podejrzanem, czuł że ten człowiek tak dziwnie prędko uspokoić się nie mógł, trwoga go jakaś przejęła, pomyślał nawet czy nie wypadałoby go aresztować, ale potem dał pokój. W głębi jednak był bardzo niespokojny.
Presler mijając pośrednie stopnie wprost postanowił udać się do jenerała który naówczas był na czele komisyi i od którego los jego syna całkowicie zależał.
Radbym tu przy téj zręczności skreślić charakterystykę panów Jenerałów wojsk moskiewskich, którzy tak znakomitemi czyny odznaczają się w walce z odradzającą Polską.
Dzienniki pełne są okrucieństw żołnierza, barbarzyństw pijanéj tłuszczy, przemocy nad bezsilnemi, zbrodni w żadnéj od dawna wojnie nieznanych. Litość jest dziś uczuciem zabronionem, miłosierdzie chrześciańskie słabością kary godną. Próżnoby o to obwiniać to głupie żołdactwo które po pijanemu samo nie wie co robi, system i jego wykonanie są dziełem starszyzny, tych jenerałów właśnie o których wspomnieliśmy, równie walecznych na placu boju gdy idzie o dobijanie rannych i rozstrzeliwanie bezbronnych, jak znakomitych w indagacyach sądów wojennych, w wyrokach, i w administracyi powierzonego im kraju. Ani turek ani tatarzyn nie mógłby być nad nich okrutniejszy, żadne też plemie mongolskie głupszem od nich być nie może. Z wielkiéj gorliwości na usługi swojego cara jenerał moskiewski gotów zgwałcić wszystkie prawa boskie, byle za to mógł dostać błagodarność lentę, a w ostatku donacyą. Chociaż w postępowaniu jenerałów nie widzimy wielkiéj różnicy i zdawaćby się mogło że wszyscy w jednéj formie odlani, są ich, jak małp, rozmaite gatunki.