— Niechaj się złoży z czem jechał.
— Niech przysięże! — wołano.
— Mnie czekają w Krakowie, i pilno wracać kazano — odezwał się ku księciu Jaszko.
Rozśmiało się kilku...
— Pewno ci pilno! a no, poczekaj!
Książe nie wydawał sądu żadnego, żuł coś w ustach i czekał..., chcąc by go wyręczono.
Rzecz w jego przekonaniu nie musiała mieć wagi wielkiej, chociaż niektórzy do niej zbytnią przywiązywali.
— Pójdzie z językiem, policzywszy nas — mówił Borzywój. — Jak weźmiemy Uście to go uwolnim!
Sprzeczki i rozhowory poczęły się znowu głośne i swobodne, hałaśliwe tak jakby o księciu zapomniano.
Jaksa bywały człek, choć na niego następowano ostro, pomiarkował że dlań najlepszem było zyskać na czasie, zwąchać się z ludźmi, a później znajdzie się sposób wymknięcia. Odezwał się więc jakby lekceważył tę niewolę.