Oniemiał pod tem wrażeniem, pot wystąpił mu na czoło...
Zrozumiał teraz panowanie nad ludźmi pobożnej niewiasty, bo sam uczuł na sobie moc jej. Ulegali jej wszyscy — milczenie głuche, pokorne zapanowało w izbie...
Księżna szła a oczy wszystkich ciągnęły za nią oderwać się od niej nie mogąc. Stanęła nareście w pośrodku, w pewnem od męża oddaleniu, który się przybliżać nie śmiał. Stał pokorny z głową spuszczoną, jak pierwszy jej sługa...
Gdy światło padło na nią, Waligóra mógł się jej lepiej przypatrzeć. Wstyd mu było tego że się tak w pierwszej chwili dał olśnić temu majestatowi, podniósł więc oczy z wolą silną przyglądania się strasznej pani...
Korzystał z tego iż właśnie powołany do niej mnich przybyły, zajął ją całą.
Mszczuj rozpatrywał się w niej, i byłby może odzyskał swój chłód i obojętność, gdyby w tem głos księżnej nie dał się słyszeć. Mówiła do mnicha, cisza panowała na sali, a głos ten spokojny, stłumiony, w którym brzmiało znużenie i znękanie, — niemający żadnego uroku widocznego, dającego się tłumaczyć, znowu dreszczem Mszczuja przejął.
Był to głos jakby z za grobu wychodzący — którego słowo każde niemylnym wyrokiem i rozkazem...
Napróżno Mszczuj powiadał sobie iż niemką była, — nie mógł się w duchu przeciwko niej zbuntować. — Ile razy w stronę jego zwróciła wzrok, spuszczał oczy, niepokój go ogarniał, radby był uciec i skryć się.
Toż samo wrażenie oczy te i głos czyniły na wszystkich, choć w nich ani dumy, ni chęci panowania nie było. Czar jakiś mieszkał w tej niewieście, która zdawała się z innego świata zstępować obdarzona mocą straszną i niezwyciężoną...
Mógł się o niej Mszczuj przekonać natychmiast, gdyż zaledwie z mnichem krótko pomówiła księżna, boczne drzwi otwarły się od środka zamkowego; i z nich wyszły spotkane w drodze, a obronione przez Waligórę, dwie podróżne, siostra Anna i sierota Bianka.