Konrad skłonił głowę, ogień ten przelał się w niego...
— Ojcze wielebny — rzekł — bracia tych co z Saracenami walczyli o grób Chrystusowy, nie oszczędzimy krwi dla chwały Pana, którego krzyż nosiemy.
I wskazał na płaszcz rozpostarty na łożu, na którym krzyż, czarny już przyozdobiony we środku Cesarskim orłem w złotem polu, szeroko się rozkładał.
Biskup stał nad łożami, spoglądając na obu modląc się po cichu i łzy ocierając...
— Potężnych tu jak wy mężów potrzeba na tę dzicz od Saracenów gorszą i upartszą!! Panami was tu uczyniemy, aby z wami zapanował Chrystus...
Konrad Landsberg potrząsł głową.
— Już mamy doświadczenie iż sprawa łatwą nie będzie, — rzekł. — Wilcze to plemię jako dzikiego zwierza ścigać potrzeba. Litość byłaby występkiem. Mordować i palić — niszczyć i wybijać!
Oczy mu się zaiskrzyły, lecz zaraz za pierś pochwycić się musiał zbolałą. — Zwyciężyli nas liczbą, natłokiem tylko — dodał — ale za krew naszą siła tam też trupa legło!
Otto podniósł się z łoża i słabym głosem, dorzucił.
— Jak muchy padali... ale i rój much gdy nasiądzie człowieka, może go obalić... Tak my padliśmy!