Gero nie mógł się podnieść z ziemi goniąc je oczyma.

Właśnie na to wślizgnęła się stara Dzierla i zobaczywszy go na trawie leżącego, odgadła na co patrzał, co zobaczył. Jakiś ją strach ogarnął naprzód, a potem pusta wesołość. Poszła Geronowi pomódz wstać z ziemi i pogroziła mu mocno...

Niemiec wszelkiemi sposoby rękami i bełkotaniem wyrazów jakich się nauczył, usiłował dobyć z Dzierli, co to były za dwie białe, tak cudnie piękne i tak strasznie do siebie podobne dziewczęta.

Baba rękami wywijając, trzepiąc odganiała pytania, odmawiała odpowiedzi, ale śmiech i radość patrzyły jej ze starych oczów.

Weszli tak do domku, a Gero nic pilniejszego nie miał nad to by się z Hansem wiadomością o dwóch ślicznych jak anioły dziewczątkach, podzielić.

Hans wierzyć nie chciał.

— Gdzie ty tu mogłeś piękne dziewczęta zobaczyć? — zawołał. — Ileżeśmy to kraju przejechali, ile widzieli tych twarzy w białych zawiciach, a wszystkie były jak szatany straszne!

— Tych dwie za tysiące stanie! — począł Gero z zapałem. — Wiesz że u nas po miastach, i burgach, dosyć ładnych twarzy, co je słońce nie opaliło i praca nie zszarzała — alem takich jak żyw jestem nie widział, anim śnił aby być mogły na świecie!

Hans śmiał się.

— Otóż jak głodnemu chleb z ościami pachnie! — rzekł.