— Zawsze krnąbrny był — dodał Marek... — W domu z nim ciężar miałem... nieraz i nasrożyć się przyszło...
— Źleby było gdyby, uchowaj Boże, do Plwacza albo do Światopełka przystał, — rzekł Biskup, — rozniosłoby się to, a drugi raz winien jużby przebaczenia nie zyskał.
— Bóg niech mnie od tego na stare dni uchowa! — westchnął Marek...
— Z duszy życzę aby was od tego bolu Bóg miłosierny strzegł, — zamknął Iwo...
Nie mówili o tem więcej, Wojewoda do domu powrócił niespokojny. Biskup tegoż dnia przywołał mistrza Andrzeja do siebie.
— Od ojcam waszego słyszał, — odezwał się, — iż Jaszko się oddalił, nie wiedzą dokąd?
Andrzej pobladł, spojrzał Biskupowi w oczy śmiało i z wyrazem który o prawdzie słów jego wątpić nie dozwalał, rzekł.
— Nic o tem nie wiem — Jaszko niespokojnym był i jest, ojcu go utrzymać trudno było po wsze czasy... Nie winien temu ojciec nasz...
— I ja go nie myślę obwiniać — odezwał się Iwo spokojnie. — Jaszka wszyscy znaliśmy i znamy...
Lękam się aby nie wpadł w ręce wichrzycielom... Zły los go spotkać może...