VII

Znikła Gąsawa, osada niewielka wówczas wśród obozów, szop, stajen, szałasów i namiotów, które się w koło niej rozłożyły.

Na kilka dni przed św. Marcinem już tu gwarno było jak na targowisku i ci co się zabierali korzystać z wielkiego zbiegu tylu dworów, zawczasu się pomieścili po różnych kątach.

Nad skleconemi na prędce szałasami gdzieniegdzie zielone wiechy szynków widać już było, indziej rozmaite znaki. W kilku kuźniach na pół w ziemi pracowały miechy, w innych kociołki parzyły się ze strawą, około której stare baby się uwijały. Niemcy porozkładali swe kramiki, porozwieszali płachty różnobarwne; kaftany gotowe, nawet kawałki zbroi i noże zapaśne, jakich używano.

Szewc z Saksonji wystawił buty owe z nosami, które były oznaką wytworności i zamożności... Włoch rozwiesił błyskotki i fraszki. Nieuchronna przy obozie gawiedź płci obojga, kuglarze, błazny, dziewczęta z kwiatkami na głowach, fartuchami podkasanemi i nożykami u pasa, zawodziły półgłosem piosenki, trzymając się nieco zdala.

Namioty i budynki mające książąt pomieścić, otaczały rodzaj rynku do koła. Przed każdym z nich stały drągi wysokie na których chorągwie zawieszone być miały. Z tyłu za niemi wielkiem kołem podzielonem na części, które średnim budynkom odpowiadały, szły obozy każdego z panów tak, że swych ludzi tuż za sobą mieli.

W pośrodku na placyku wyładowywano wozy, przeprowadzano konie, starsi z laskami białemi utrzymywali porządek. Z trudnością to przychodziło, bo we zbiorowisku takiem ludzie nieustannie to o miejsce, to o żywność, to po pijanemu o nic się spierali.

Około dworu Leszkowego, nieopodal wspólna dla wszystkich wystawiona była łaźnia, z której dachu noc i dzień wychodził dym i para się dobywała. Wielkie kamienie nagromadzone około olbrzymiego ogniska, musiano ciągle do czerwoności rozpalać i wodę na nie lać, aby każdego czasu można się było parzyć. Ławy w niej szły do koła ogniska aż do szczytu, ogromne stosy winników, sukien i płótna, leżały na dolnych dylach i ludzie nadzy do pół ciągle do posługi byli gotowi...

Dla pospolitego ludu łaźnie były mniejsze opodal.

Przy pańskim budynku niewytwornym, na mech skleconym, a dranicami pokrytym, długa szopa słupami wewnątrz podparta, przeznaczona była na wspólne uczty i narady. Tu się i paręset ludzi pomieścić mogło.