— Czekają na Światopełka? — zapytał.

— Dotąd jeszcze nie tracą nadziei — zamruczał Jaksa.

Odonicz przeszedł się po izbie, a że psy w niej mu na drodze leżały, jednego i drugiego uderzył tak że ze skomleniem precz poszły.

— Długo oni tak czekać mogą? — zawołał stając. — To mi wiedzieć potrzeba, to, nic więcej, można ich trzymać jeszcze dni kilka, żeby na Nakło nie szli.

— No — kilka dni! kilka dni! — odezwał się powolnie Jaksa — ale zwlekać nie można.

Leszek i sam Nakło chce odebrać koniecznie i drudzy go do tego namawiają.

— A o ciągnięciu na Nakło nie słychać jeszcze? — dodał Plwacz.

— Dotąd nie, bo w Światopełka wierzą iż przybędzie — rzekł Jaszko.

— A jakże! przybędzie! o! pewnie, będą go tu mieli! będą! nie zawiedzie! za to i przysiądz gotowym.

I śmiać się począł, zęby czarne pokazując.