Modlił się a płakał, lecz z twarzy mimo łez jakąś radość widać było, a dwaj księża co klęcząc obok niego pieśń zawodzili, patrząc nań cieszyli się wielkiej pobożności nędznego człowieka.
Hebda skończywszy modlitwę zapatrzył się oniemiały we żłobek — jakby istotnie widział te narodziny dobrowolnie ubogiego, który ubogich miał zbogacić.
Wtem potrącił go ktoś, był to znajomy nam Kumkodesz, który także przyszedł się pomodlić i podziwować z prostotą dziecięcą. I jemu śmiały się lica. — Miał on chwile takie w życiu, gdy rozum swój i naukę gdzieś rzucał jak węzełki niepotrzebne, a stawał się prościuchnym człowiekiem, który tylko czuje i używa co Bóg zesłał.
Zobaczywszy Kumkodesza, i poznawszy go Hebda chciał mu ustąpić, kleryk nie pozwolił na to, kląkł przy nim za pan brat, czując że tego dnia i w tem miejscu wszyscy byli równi.
A byliby oba w tej kontemplacyi świętego żłobka pozostali, gdyby w kościele nie stał się szmer i lud nie zaczął się rozstępywać, bo go urzędnicy z laskami w ręku, w kożuchach z kun i soboli, z łańcuchami na szyi, na stronę rozsuwali.
W głębi ukazał się znany ludowi książe Białowłosy ze swą twarzą piękną, zamyśloną i łagodną. Szła z nim żona, za nim dwór, kapelani, komornicy, służba, wszyscy od święta strojni i bogato poodziewani. A jak na dworze mięszały się narodowości, tak tu w sukniach widać było i przyborach największą rozmaitość.
Cudzoziemcy i swoi szydzili zawsze z tego że u nas strój był z całego świata pożyczany i przybierany, a nie mogło inaczej być i odzież ta tak różna wielkie miała znaczenie.
Tak samo jak ona, ze Wschodu i Zachodu płynęły do nas myśli, obyczaj, życie, a u nas się zlewały w całość która je łączyła i jednoczyła. Żadnemu z tych wpływów nie ulegaliśmy wyłącznie, a karmiliśmy się wszystkiemi, jak pszczoły które z kwiatów miód zbierają. I gdyby nie napaści i nie wojny a zniszczenia, które połowę narodu na siodłach z mieczem w dłoni wciąż trzymały — miód ten nasz byłby obfitszy i słodszy...
W orszaku Leszkowym niemieckiej zbroi i sukni dużo było, między kapelanami niejedna twarz zdradzała południowe pochodzenie; — dużo też swoich dla oka się po niemiecku zbroiło i przystrajało. Obok tych szło sporo Rusinów, ze wschodnio greckiemi sukniami i pasami, wysokie kołpaki niosąc w ręku. Niektórzy ze staroświecka po prostu ale bogato byli przybrani, inni na pół ruskie, pół niemieckie mieli na sobie płaszcze i kaftany.
Książe ze swą panią szli do oświetlonego ołtarza i tam gdzie przed chwilą klęczeli Hebda i Kumkodesz, poklękli, a księża i klerycy wesołemi głosy, na dany znak zanucili.