Z pewnych względów dogadzało to Leszkowi, dając mu najmniej kilka miesięcy czasu do rozwagi a w istocie do spoczynku. Nie potrzebował wydawać wojny, mógł się bawić nadzieją uspokojenia.

Nie żeby mu na męztwie zbywało, gdyż rycerzem był jako drudzy nieulęknionym, ale bez tej miłości wojny jaką miał Krzywousty. Jak ojciec przekładał on życie ciche, domowe i owe ulubione wiece sądowe, które rad często zwoływał, pilnując wymiaru sprawiedliwości. Nigdy on szczęśliwszym nie był jak gdy pod Śreniawą „u murowanego mostu3 lub w Rozgrochu przy rycerstwie swem, w polu, u dębu, pod lipą, zawiłe sprawy sądził, i pokrzywdzonych brał stronę.

Myśl więc zjazdu podobnego temu, jaki niegdyś ojciec jego zwołał do Łęczycy, uśmiechała mu się... Powaga książąt, głos biskupów musiał złamać upór zuchwały wybijającego się na niepodległość wielkorządcy co się już księciem mianował. Zarazem wojna stryja z bratankiem, nowym podziałem mogła być skończoną...

Na wszystkie strony wyprawiono posłów i listy, a biskup Iwo nie mniej od samego księcia był czynny, on miał wezwać braci swych i skłonić gnieźnieńskiego pasterza.

Znowu więc Mszczuj, którego mimowoli jego, starał się zatrzymać przy sobie, był mu potrzebnym. Jemu jednemu zawierzyć mógł, iż wiernie zaniesie co mu zdanem zostanie... Stary, który siedział tu niepokojąc się o dzieci, wyrywając ciągle, nakoniec otrzymał przyzwolenie Iwona, który ściskając go, rzekł mu:

— Jedź do dzieci, pociesz się niemi, pobłogosław je, powierz dobrej pieczy, lecz powracaj do mnie, abyś mi był pomocą. Miejsce twoje u boku Leszka, z dniem każdym więcej lękam się Jaksów i wojewody...

IV

Mszczuj ruszył do dnia z Krakowa, z tego Krakowa, którego teraz znieść nie mógł, bo był w nim więźniem mimo woli. Serce ciągnęło go do cichej Białej Góry, a tu codzienne widoki krew w nim burzyły.

W mieście zaledwie wyszedłszy za bramę spotykał jaki tabor kupiecki Niemców ciągnących z kupią od Kolonii, Akwizgranu, Lubeki..., odwracał oczy i z drugiej strony dochodziły go głosy już osiedlonych tu Szwabów Franków i Sasów, którzy jak w domu gospodarzyli pod bokiem księcia.

Nietylko cierpiano ich tu, ale im wygadzano i ustępowano, a polski obyczaj i prawo wcale ich nie obchodziło.