— A Odonicz i Światopełk? — zapytał Leszek — wszak i ci we dwu opierać się nie mogą...
— I nie będą — rzekł Konrad. — Odonicz jest znużony wojowaniem, Światopełk...
Tu przerwał.
— Z tem najtrudniej, rzekł Leszek, — więcej mu się chce niż należy...
— Przeciwko wszystkim nie pójdzie! — odparł Konrad.
— Poprzemy wasze pragnienie zgody i pokoju, — odezwał się Biskup Iwo..., — ojciec nasz Gnieźnieński, wiem to zjedzie aby przewodniczyć naradom... Pasterze wszyscy pospieszą za nim!! Rycerstwo przedniejsze wezwać potrzeba, przynajmniej z tych ziem, których los się będzie rozstrzygać.
Książe Konrad namarszczył się usłyszawszy to.
— Dosyć naszych dworów, comesów i baronów, przy osobach naszych zostających — rzekł — innego rycerstwa nie widzi mi się ani wzywać, ni pytać. Mnoży to ich niesworną butę a osłabia władzę naszą. Nauczyli się już krakowianie wasi książąt wsadzać i zsadzać wedle upodobania, niech inni się od nich nie zarażają. Dalej my z władzą naszą ulegać im będziemy musieli, głowy nie stanie.
Z Biskupami się już dzielić musiemy, którzy lepszą część wzięli, gdy rycerstwu damy siłę, czemże my będziemy?
Iwo słuchał spokojnie, Leszek oczy spuściwszy.