— Zabił go? — zapytał Leszek.
Stary pogładził się po brodzie, namyślając się nad odpowiedzią.
— Żył gdy go z zamku wyniesiono — rzekł powoli — a co potem się stało, nie wiem.
— Na zamku pańskim miecza dobyć — odezwał się wojewoda surowo — występkiem zawsze jest.
Książe stał zamyślony...
— Marku mój — rzekł po chwili łagodnie — a gdyby mi kto porwał dzieci moje, jedyne, myślisz iżbym mu nawet na progu kościoła przebaczył?
Nie śmiał się sprzeciwić wojewoda, powlókł oczyma dokoła, ramionami zlekka poruszył.
— Miłościwy Panie, nie winię ja go — dokończył — ale ludzi tak sierdzistych przy boku trzymać, niebezpieczna rzecz!!
VI
Jesień była, nadchodził ten dzień, w którym wielkie pokładano nadzieje... Sposobiło się wszystko ciągnąć na kresy ku Pomorzowi, do Gąsawy, gdzie zjazd był naznaczony.