Jaszko spodziewał się z tego korzystać... Jawnie mu się pokazywać po dworach jako ów Jaksa pokarany za zdradę, — niebezpiecznem było; postanowił więc przybrać nazwisko Budziwoja, nie zapierając się że do Jaksów — Gryfów należał. Nie badano naówczas tak ściśle pochodzenia i związków a imiona brano jak kto chciał.
Jaszko mógł, znając różne ziemie w których z wojskiem dawniej bywał, podawać się za ziemianina jednej z nich, wedle zachcenia.
Jako rycerz szukał służby książęcej. Takich naówczas potrzebowali wszyscy. Miał z sobą koni sześć i ludzi dobrze zbrojnych, a tak szalonych jak sam był.
Prawa to była natura wojaka grabieżnika, któremu nigdy dwór nie smakował, chata nie śmiała się, rodzina nie zdawała się pociechą ale ciężarem. Nie żenił się też Jaszko, choć za niewiastami i dziewczętami latał nieustannie. W kości grać, pieśni zawodzić, pić dużo i za lada słowo do miecza się brać, dokazywać na koniu, z kopiją, narażać życie dla niczego — największą dlań było zabawą.
W ciągnieniu przez kraj, póki pod sobą ludzi miał więcej, Jaszko strasznym był dla kmieci i wszelakiego mieszkańca.
Nie pytał pewnie na jakiem on prawie siedział, na polskiem, na niemieckiem, na duchownem, czy był przypisany i niewolny, czy kmieć a osadnik; każdego zmuszał do przewodu, do popasu, do daremnego goszczenia koni i jego. Czasami nawet zabierano na drogę z podwórka co się nadal zdać mogło.
Czysty był w sumieniu bo mu się to zdawało prawem rycerskiem okazać siłę i robić co chciał... Miewał zatargi i z proboszczami po wsiach i z zakonnikami, i po miasteczkach z wójtami ale wszędzie się wyrąbał... i bezkarnie to uchodziło.
Tego starego obyczaju teraz nie bardzo mógł używać, raz że ludzi miał niewielu, potem że się obawiał zbyt zwracać na siebie uwagi.
Dlatego ciszej się przesuwając, nie jechał gościńcem wielkim, ale drożynami małemi, na której przeżywiając się darmo, nie robiło się wrzawy tak wielkiej.
Żal mu trochę było Krakowa, w którym choć się krył, znano w nim syna Wojewody i działo się dobrze... Szaleńców sobie jak sam dobrawszy po nocach Jaszko dokazywał, a dniami sypiał... Rozpróżnował się, zależał pole... teraz to chciał powetować.