Czekając na powrót ich więcej pół dnia spoczywali, a gdy ci nadbiegli i oznajmili że jechać było można, zapóźno się zdało, — nocowali więc w lesie. Rozkazy były dane na przedświt.
Wiedział już Jaszko, iż gdy tu co nakazano, wykonać się musiało — na pierwsze poruszenie ludzi, którzy konie poić poprowadzili, stał i on w gotowości. Mrokiem zaczęli się wydobywać z lasów na mokrą równinę, wśród której łęgów widać było jakby rozlaną rzekę i płynące do niej z puszcz strumienie.
Lśniły się zdala stawy i jeziorka, okolica była nizka, błotnista, trzcinami, sitowiem, łozą i szuwarami pozarastała, pustynna... tylko wśród niej na pagórku zdało mu się jakby gródek jakiś widać było.
Wyjechawszy z lasów, dowódzca stanął i dobrze się dokoła rozpatrzył, niżeli w dalszą ku temu grodzisku puścił się drogę. Dzień się robił, coraz widniej było na świecie. Jaszko teraz wyraźniej już mógł poznać zameczek, wały a nawet ludzi jak mrówki około niego się tłumnie kręcących. Dym z za wałów podnoszący się ku górze i rozpływający się po okolicy, wskazywał, iż tam nareszcie ludzkie mieszkania i spoczynek znaleźć mogli.
Jechali teraz spieszniej przez hacie, groble, liche mostki i brody...
Około zamku poznał Jaksa ludzi sypiących wał i bijących ostrokoły... Ruch tam był znaczny. Jeszcze opodal od niego byli, gdy kupka ludzi postrzegłszy ich, wyrwała się z podzamcza i szybko się zbliżać poczęła.
Wszyscy byli dobrze zbrojni, z włóczniami w rękach, z tarczami, w szyszaczkach i żwawo sunęli naprzód. Dowódzca kłusem się wysunął przeciw nich, coś zakrzyczał, stanęli i puścili się nazad jakby oznajmując o nim.
Gdy znikli, w chwilę potem na koniu sam jeden mąż wyjechał bardzo pospiesznie, ku któremu dowódzca podążył i zaraz z koni pozsiadawszy uścisnęli się jak bracia bardzo serdecznie, a konie wiodąc w ręku szli razem ku gródkowi.
Jaksa rad był odgadnąć kogo dowódzca tak poufale witał, gdy posłyszał pomiędzy ludźmi, którzy obok jechali, szepczących Plwacz!
Tem ciekawiej więc począł mu się przypatrywać... Twarzy mało mógł dojrzeć, ale ruchy widział żywe, gwałtowne, rękami okazywanie namiętne i chwilami krzykliwy głos go dochodził.