Chociaż Jaszko z bratem Andrzejem nie był teraz najlepiej, widywał go dawniej a przy nim i Kumkodesza, który się wszędzie plątał.
Wesoły zazwyczaj kleryk twarz miał wylęknioną i osowiałą. Ciekawością wiedziony Jaszko podszedł ku niemu.
Kumkodesz niemniej się zdziwił zobaczywszy go tutaj, bo wieść po Krakowie chodziła, nie wiedzieć przez kogo szerzona że Jaszko zbiegł do Światopełka. Kleryk zobaczywszy go, — mocno się zdał zmięszany...
— Co wy tu robicie? — zagadnął go Jaksa ze złośliwą wesołością — wszakci to waszego pana, księdza Iwona brata dziś tu sądzić i pono ścinać mają. Czyście zawczasu po ciało nieboszczyka przyjechali?
Kumkodesz ramionami parę razy rzucił jakby z pleców chciał coś otrząsnąć.
— Ponoś — rzekł szydersko również — starego Waligóry do sądu nadarmo szukają. Gdzieś się podział.
Jaszko sądził że z niego żartuje.
— Chyba nocą go udusili! — zawołał.
Wtem mieszczanin cienki, podpasany rzemieniem, w sukni bardzo długiej i kołpaku z piórkiem przystąpił z twarzą niezmiernie rozognioną.
— Nie ma go — rzekł prędko — jeszcze w nocy go nie stało...