— Trzebaby powracać — odezwał się piątego dnia Kumkodesz, — bo ksiądz Biskup czasem mnie do małych posług używa, to mu tam będzie tęskno za swą starą miotłą.
— Wracaj z Bogiem — odparł Waligóra.
— Sam? oczówbym nie śmiał pokazać...
Naostatek jednego dnia Waligóra się zżymnął..., i gdy Kumkodesz go spytał, odparł.
— Pojadę jutro! ale wrócę natychmiast, bom tam piąte koło do wozu...
Kumkodesz chciał go w rękę pocałować...
— Miłościwy panie — zawołał, — piąte koło zapaśne, więcej znaczy jak wszystkie cztery... kiedy się stare ułamie!
I Waligóra wyjechał do Krakowa...
III
Była to wigilia Godów (Bożego Narodzenia) — a w kościółku św. Trójcy niedawno zakonnikom kaznodziejskiej reguły oddanym, sposobiono się do niezwykłego u nas jej obchodzenia.