Przyszedł więc przed księcia z ubolewaniem krzykliwem, głośnem, tem gwałtowniejszem, że było udanem. Zrywał się jakoby zaraz na Światopełka chcąc iść, wyrzekając się w nim krwi swojej.
— Siłę mamy, miłościwy panie — wołał, stojąc przed Leszkiem — skiniecie tylko a pójdziemy wnet z księciem Konradem razem i zgnieciemy go.
Słuszna jest byście mu odebrali rządy Pomorza waszego...
Leszek już był z wojennego zapału ostygł, i inne miał myśli.
— Przystało nam, — rzekł łagodnie — mając siłę, mieć pomiarkowanie. Damy czas Światopełkowi do ukorzenia się, do namysłu...
Wojewoda swą wierność i gorliwość w sprawie pana chcąc okazać, tem mocniej za wojną natychmiastową obstawał. Według niego zimową porą odzyskanie Nakła było łatwiejszem, nie potrzeba było dać się w niem nieprzyjacielowi umocnić i zabezpieczyć.
Inni mu też z rycerstwa potakiwali, a biskup Iwo słuchał i milczał.
Nie upłynął ten dzień bez nowych posłańców i wiadomości. Z Płocka od księcia Konrada przybył jeden z jego przybocznych z oznajmieniem o wzięciu Nakła i radą braterską. Konrad poufnie Leszkowi tę myśl właśnie dawał, którą on sam już miał wprzódy. Donosząc o stracie, kazał razem dać do zrozumienia, iż do powetowania jej ciężko by mu teraz było czynnie się przyłożyć. Życzył więc ks. Konrad zwołać wielki zjazd wszystkich książąt, aby na nim razem ze Światopełkiem spór i wojna Odonicza z Laskonogim ugodą przez wszystkich ułożoną i poręczoną, zakończone zostały...
Leszek nie czego innego pragnął. Biskup Iwo który przytomnym był, przyzwalał także.
— Zwołajmy zjazd — rzekł — lecz nie dosyć na nim władzców świeckich, zjedziemy wszyscy my z ojcem naszym gnieźnieńskim na czele, zwołamy przedniejsze rycerstwo ziem wszystkich — uczynimy pokój zaprzysiężony na długo...