— Krew — powtórzył zimno — niemiecka.
Iwo nie mógł słowa przemówić długo.
— Zabiłeś go! — wyjęknął drżący.
Za całą odpowiedź Waligóra ręką w stronę ku wałom zamachnął.
— Precz wyrzuciłem to ścierwo, aby pańskiego domu nie kalało... Ten był od którego rany bliznę noszę.
I pokazał obnażając pierś pręgę na niej czerwoną.
Trwoga i politowanie malowały się na pogodnem zawsze obliczu Biskupa...
— Mszczuju — zawołał, — grzeszniku niepoprawiony, zakamieniały. Potrzeba ci było gościa pana twojego tknąć, tego który wczoraj u jego stołu chleb z nim łamał...
Waligóra nie odpowiadał, głowę trzymając spuszczoną jak winowajca który na wszelką karę jest gotowy, przewidział ją i przyjmuje.
Biskup jęczał przejęty.