— Mówią — rzekł krakowski książę — iż Odonicz razem z nami stawić się ma, ten zaś zapewne da sprawę o szwagrze swym, o którym nic pewnego nie wiemy.
— Myślę — przerwał ks. Konrad — że i Światopełk rozważywszy lepiej swą korzyść własną, na zjazd się stawi.
Marek wojewoda który też się tu znajdował, ozwał się.
— Niewątpliwie przybędzie, choć mówią, że się sierdzi, w obawie będąc aby mu siłą Nakła nie odebrano. Blizkość miejsca budzi w nim podejrzenie iż najprzód o twierdzę się książę pokusi.
— Jeżeli się opóźni z posłuszeństwem i należną pokorą — rzekł arcybiskup — nicby dziwnego nie było, by książę sobie sam sprawiedliwość domierzył. Powinien pospieszać tembardziej.
Książę Konrad spojrzał dokoła i usta zagryzł, Laskonogi powiódł ręką, potrząsł głową i zamruczał.
— O! ze Światopełkiem nie łatwo będzie! On ci to wszystkiego sprawcą. Czuje się winnym i dla tego przed sąd stanąć nie raźno mu.
— Sąd?? — zapytał Konrad dwuznacznie.
— Sądem by to można zwać — rzekł arcybiskup. — Światopełk bowiem podwładnym Leszka jest i zawinił wiele, a my mamy moc sądzić go i karę domierzyć.
Zamilczeli wszyscy. Laskonogi chleb łamał, zadumawszy się.