Okno otworem.
Na ławie leżała jakby zapomniana chusta co łzy ocierała, naczynia i sprzęty nie poruszone zdały się wczoraj jeszcze postawione dla nich... ale dwóch Halek już tu nie było.
Hans krzyknął z boleści takim głosem, iż i służba zamkowa i stara matka nadbiegła. Rzucał się, wołając co się stało z dziewczętami, grożąc śmiercią, chwytając za nóż.
Greta ręce złożywszy na piersiach, nieporuszona stała naprzeciw niego, nieodpowiadając mu.
Dawała się wylać gniewowi, wypalić płomieniom.
Gdy Hans zapomniawszy poszanowania wszelkiego, przyskoczył ku niej rozsrożony, dziki, wskazała mu zimno na drzwi i rzekła.
— Idź, szukaj ich — uciekły dwie wiedźmy twoje! Niewiem jak i dokąd, oknem, podziemiem... przez ścianę, ale — uszły...
Ja o nich nie wiem!!
I nikt o nich nie wiedział na zamku, nikt nie dostrzegł uchodzących, nikt nie słyszał szmeru, ni jęku...
Hans napróżno kilkadziesiąt grzywien złota obiecywał temu co mu ślad wskaże. Śladu nie było, wieści nie było.