Na widok syna powstał Wojewoda, a takie było poszanowanie dla duchownych, iż go przyjął jakby obcego i w rękę się nie dał pocałować. Posadził go zaraz przy sobie, pytając czyby pić lub jeść nie chciał.
Postem się wymówił mistrz Andrzej. Ojciec wesołą przybrał postawę.
Zdradził się tylko pytaniem za pospiesznem z troską swoją.
— Biskup powrócił! — wyrwało mu się.
Syn spojrzał nań bystro, spuścił oczy...
— Tak jest — odparł krótko.
— Nie wiem gdzie bywał, — rzekł po chwili Wojewoda — ale znowu pełne rękawy strachu przywiózł, aby księciu nie dać nigdy spoczynku.
— Nic nie wiem — odezwał się syn obojętnie.
— Cóż? kryje się przed wami? nie zwierza? — dodał szybko Marek. — Można się tego spodziewać. Odrowąż zawsze Odrowążem, gdy Jaksę Gryfa zobaczy przed sobą!! Ani my ich ni oni nas zapomnieć nie mogą!!
— O sprawach świeckich nie mówiemy nigdy, — odparł syn — a w rzeczach Kościoła Biskup Iwo jest dla mnie ojcem łaskawym i uskarżać się nań nie mogę...