— Pan chce się zapewne ożenić? — wymówił to słowo bardzo miękko.
Paweł skinął głową.
— Dobrze, panie Bernheim, rozejrzę się.
Paweł wstał. Brandeis podprowadził go do drzwi. Podał mu rękę.
— Czy mógłby mi pan podać nazwisko tej pani?
— Nie jestem jeszcze zaręczony — rzekł Paweł, wahając się. Obawiał się zwolnić rękę z miękkiego, ciepłego uścisku Brandeisa. — Ale proszę pana o dyskrecję. Ubiegam się o pannę Enders.
— Enders, chemikalia?
— Ten sam.
— Napiszę do pana.
Paweł odszedł. Brandeis zanotował sobie na jednej ze schludnych, czworokątnych, lśniących kartek, leżących na biurku i przypominających opłatki, co następuje: