— A pana żona? — i żałowała natychmiast pytania.
— Moja żona? — powtórzył zdumiony Paweł, jak gdyby o niej zupełnie zapomniał. — Musi ją pani poznać! — rzekł.
Postanowiła zapytać potem pana Brandeisa, czy pani Bernheim jest przystojna, mała, subtelna czy duża; blondynka czy brunetka. Jak wszystkie kobiety, wówczas dopiero była uspokojona, gdy prócz mężczyzny, którego znała, wiedziała również coś o żonie do niego należącej lub chociażby pozornie do niego należącej.
Wracali wolno do miasta, gdyż wieczór był chłodny.
— Czy pani tańczy? — zapytał Paweł, myśląc o najbardziej dyskretnej możliwości zbliżenia się do ciała tej kobiety.
— O — odrzekła niewinnie i nie oceniając następstw — od „Zielonego Łabędzia” nie tańczyłam!
— Co znaczy Zielony Łabędź?
— To jest kabaret.
— No i?
— Ja tam występowałam!