— Wilki, jaguary albo małpy! — odpowiedział Nab.
— Do diabła! Przecież mogą się dostać na płaskowyż! — powiedział reporter.
— A nasza ptaszarnia! — zawołał Harbert. — Nasze plantacje!
— Którędy się tu dostały? — spytał Pencroff.
— Przez mostek na wybrzeżu — odparł inżynier. — Widocznie któryś z nas zapomniał go podnieść.
— Rzeczywiście — powiedział Gedeon Spilett. — Przypominam sobie, że zostawiłem opuszczony.
— A to się pan pięknie spisał, panie Spilett! — krzyknął marynarz.
— Co się stało, to się nie odstanie — odpowiedział Cyrus Smith. — Pomyślmy lepiej, co teraz robić!
Takie pytania i odpowiedzi szybko przelatywały z ust Cyrusa i jego towarzyszy. Jedno było pewne: jakieś zwierzęta przeszły przez opuszczony mostek, opanowały wybrzeże i jakiekolwiek one były, mogły lewym brzegiem Rzeki Dziękczynienia dotrzeć na Płaskowyż Pięknego Widoku. Należało więc je wyprzedzić i pokonać w razie potrzeby.
— Ale co to za zwierzęta? — zapytał ktoś po raz drugi, gdy ponownie rozległo się szczekanie, głośniejsze niż przedtem.