— Daruj jej życie, Pencroffie.
— Co, ułaskawić tego łotra?
— Tak! To on nam rzucił drabinę!
Inżynier powiedział to tak dziwnym tonem, że trudno było się zorientować, czy to mówił poważnie, czy żartował.
Wszyscy rzucili się na małpę, która choć broniła się dzielnie, została powalona na ziemię i związana.
— Uff!... — zawołał Pencroff. — I co z nią teraz zrobimy?
— Przyjmiemy ją na służbę! — odparł Harbert.
Mówiąc to, chłopiec wcale nie żartował, wiedział bowiem, jaką korzyść można odnieść z tego inteligentnego czwororękiego stworzenia.
Wówczas koloniści zbliżyli się do małpy i zaczęli się jej uważnie przypatrywać. Należała ona do tych człekokształtnych, u których kąt twarzy jest niewiele mniejszy niż u Australijczyków48 lub Hotentotów49. Był to orangutan, więc nie był ani tak dziki jak babuin50, ani głupi jak makak51, ani niechlujny jak tamaryna52, ani niecierpliwy jak magot53, ani nie miał także zdradzieckich instynktów jak pawian54. Małpy człekokształtne posiadają liczne cechy świadczące o prawie ludzkiej inteligencji. Używane do pomocy w domu potrafią podawać do stołu, zamiatać pokoje, czyścić ubrania, szczotkować buty, obchodzić się zręcznie z nożem, łyżką i widelcem, a nawet pić wino... równie dobrze jak najlepszy sługa o dwóch nogach i bez piór55. Buffon56, jak wiemy, miał taką małpę, która długie lata służyła mu wiernie i gorliwie.
Małpa, która leżała skrępowana w sali Granitowego Pałacu, był to duży samiec, mający sześć stóp wysokości, proporcjonalnej budowy, o szerokiej klatce piersiowej, średniej wielkości głowie, w której kąt twarzy wynosił mniej więcej sześćdziesiąt pięć stopni, o czaszce zaokrąglonej, wystającym nosie, skórze pokrytej gładkim, miękkim, lśniącym włosem — słowem był to doskonały okaz człekokształtnych. Oczy, nieco mniejsze od ludzkich, błyszczały żywą inteligencją. Wargi odsłaniały lśniące, białe zęby, prócz tego miał małą, kędzierzawą bródkę orzechowego koloru.