Po kilku minutach wszyscy znajdowali się już przy domu, przed zamkniętymi drzwiami.
Wówczas Cyrus Smith dał towarzyszom znak ręką, aby się nie ruszali z miejsca, a sam podszedł do okna, słabo oświetlonego przez jakieś światełko wewnątrz.
Inżynier zagłębił wzrok w jedynym pokoju, stanowiącym parter domu.
Na stole płonęła latarnia. Obok stołu stało łóżko, które kiedyś służyło Ayrtonowi. Na łóżku leżało ciało jakiegoś człowieka.
Nagle Cyrus Smith cofnął się i zawołał przytłumionym głosem:
— Ayrton!
W mgnieniu oka przez drzwi, raczej wyłamane niż otwarte, koloniści wdarli się do pokoju.
Ayrton zdawał się być pogrążony w śnie. Jego twarz świadczyła o długich i okrutnych cierpieniach. Na nadgarstkach i kostkach nóg miał szerokie, sine ślady.
Cyrus Smith pochylił się nad nim.
— Ayrtonie! — zawołał, chwytając za ramię towarzysza odnalezionego w tak nieoczekiwanych okolicznościach.