— Czemuż by nie, panie Smith?
— To więcej niż pański obowiązek.
— Bo też mam więcej do spełnienia niż tylko obowiązek — odparł Ayrton.
— Chce pan podpłynąć czółnem aż do samego statku? — zapytał Gedeon Spilett.
— Nie, proszę pana, popłynę wpław. Czółno nie przejdzie tam, gdzie się prześlizgnie człowiek.
— Czy wie pan, że bryg jest pięć o milę i ćwierć od brzegu? — zapytał Harbert.
— Jestem dobrym pływakiem, panie Harbercie.
— Ależ powiadam panu, że ryzykuje pan życie — powiedział po raz drugi inżynier.
— Mniejsza o to — odparł Ayrton. — Panie Smith, proszę pana o to jako o łaskę. Może w ten sposób nabiorę szacunku dla samego siebie.
— Niech pan więc idzie, Ayrtonie — odparł inżynier, czując, że odmowa głęboko dotknęłaby dawnego przestępcę, który teraz został uczciwym człowiekiem.