— Tak, jeżeli mieli w tym jakiś interes.
— Jak to?! Przypuszcza pan, że Ayrton, odnalazłszy swoich dawnych kamratów, zapomniał o wszystkim, co nam zawdzięcza?...
— Kto wie? — odpowiedział marynarz, z pewnym wahaniem stawiając to przykre podejrzenie.
— Pencroffie — odezwał się Cyrus Smith, biorąc marynarza za rękę — ma pan niedobre myśli i bardzo by mnie pan zmartwił, gdyby pan przy nich obstawał. Ręczę za wierność Ayrtona.
— I ja również — dorzucił żywo reporter.
— Tak, tak, panie Cyrusie, zbłądziłem — odpowiedział Pencroff. — To była rzeczywiście niedobra myśl, której nic nie usprawiedliwia. Ale co panowie chcecie? Nie wiem już, dalibóg, co się ze mną dzieje. To uwięzienie w zagrodzie mnie męczy okropnie. Nigdy nie byłem tak rozdrażniony jak dziś.
— Cierpliwości, Pencroffie — odpowiedział inżynier. — Jak pan sądzi, drogi Spilecie, jak prędko będzie można przetransportować Harberta do Granitowego Pałacu?
— Trudno powiedzieć, Cyrusie — odpowiedział reporter — gdyż najmniejsza nieostrożność mogłaby wywołać fatalne skutki. Niemniej jednak rekonwalescencja przebiega prawidłowo, więc może za tydzień odzyska siły, a wtedy zobaczymy.
Cały tydzień! Zatem powrót do Granitowego Pałacu mógłby nastąpić dopiero w pierwszych dniach grudnia.
Wiosna trwała już od dwóch miesięcy. Pogoda była prześliczna i upały zaczynały się wzmagać. Lasy na wyspie okryły się liśćmi i zbliżał się czas, w którym trzeba było rozpocząć zbiory. Po powrocie na Płaskowyż Pięknego Widoku koloniści powinni zająć się intensywnymi pracami rolnymi, które przerwać miała tylko zamierzona wyprawa w głąb wyspy.