Wreszcie pomiędzy ostatnimi drzewami zabłysło morze. Wózek toczył się dalej jak dotychczas, bo żaden z jego obrońców nie chciał nawet myśleć o tym, żeby go tu zostawić.

Nagle Pencroff zatrzymał onagra i krzyknął straszliwym głosem:

— Ach, nędznicy!

I wskazał ręką na gęste kłęby dymu unoszące się nad młynem, stajnią i zabudowaniami dla ptactwa.

W dymie uwijał się jakiś człowiek.

Był to Nab.

Jego towarzysze wydali okrzyk. Usłyszał i pobiegł w ich stronę.

Piraci opuścili płaskowyż niespełna pół godziny wcześniej, po spustoszeniu wszystkiego.

— A pan Harbert?! — zawołał Nab.

Gedeon Spilett czym prędzej wrócił do wózka.