— Uspokój się pan — powiedział do Fabijana — to przesilenie uzdrowi ją właśnie.

Ellen przeniesiono do Clifkon House’u i położono na łóżku, gdzie po przejściu omdlenia usnęła snem spokojnym.

Fabijan uspokojony przez doktora i pełen nadziei, — Ellen go poznała! powróciła do nas:

— Wyleczymy ją — mówił do mnie — wyleczymy. Każdego dnia jestem obecny przy zmartwychwstaniu tej duszy. Dziś, jutro może, moja Ellen będzie mi powróconą! Ah, niebo łaskawe, bądź błogosławione! Zostaniemy w tej okolicy, póki tego będzie potrzeba dla niej! Nieprawdaż, Archibaldzie?

Kapitan przyciskał Fabijana z tkliwością do piersi. Fabijan odwrócił się do mnie, do doktora. Obsypywał nas swemi czułościami. Opowiadał nam swe nadzieje. A nigdy nadzieja nie była tak wielką. Uzdrowienie Elleny było bliskie...

Ale my mieliśmy odjechać. Zaledwie pozostawała nam godzina, ażeby się dostać do Niagara Falls. W chwili kiedy mieliśmy się rozłączyć z naszemi kochanemi przyjaciółmi, Ellen spała jeszcze. Fabijan nas ściskał, kapitan Corsican bardzo wzruszony, przyobiecawszy dać mi znać telegramem o Ellenie pożegnał nas po raz ostatni; a o dwunastej opuściliśmy Clifton House.

XXXVIII

Przez jakiś czas, szliśmy przez bardzo długą spadzistość wybrzeża kanadyjskiego. Ta spadzistość doprowadziła nas do brzegu rzeki, całkiem prawie zawalonej lodem. Tam czekała łódź, mająca nas przewieść do Ameryki. Jeden podróżny już zajął w niej miejsce. Był to inżynier z Kentuck; wymienił zaraz swe nazwisko i zajęcie doktorowi. Odpłynęliśmy, nie tracąc czasu, to odpychając lody, to je odsuwając, łódź dostała się na środek rzeki, gdzie nurt utrzymał przejście wolniejsze. Stamtąd raz ostatni spojrzeliśmy na zachwycającą kaskadę Nijagary. Nasz towarzysz patrzał na nią z uwagą.

— Prawda panie że piękna — mówiłem do niego — zachwycająca!

— Tak — odpowiedział — ale ileż to siły mechanicznej bez użytku, a jaki to młyn mógłby obracać podobny spadek!