To postanowienie mogło zgubić pana Fogga, spowodować niechybną ruinę. Jeden dzień opóźnienia, a nie zdąży na statek do Nowego Jorku i przegra zakład. Ale myśl: „To mój obowiązek” była decydująca.

Komendant fortu Kearney był na miejscu. Stu przybyłych z nim żołnierzy miało bronić stacji w razie napadu Siuksów.

— Panie — zwrócił się Phileas Fogg do kapitana — trzech podróżnych zginęło.

— Martwi? — spytał kapitan.

— Martwi czy żywi — odparł pan Fogg — trzeba się właśnie o tym przekonać. Czy zamierza pan ścigać Siuksów?

— Panie — rzekł kapitan — nie mogę opuścić fortu, który mi powierzono.

— Panie — odparł Phileas Fogg — tu idzie o życie trojga ludzi.

— Niewątpliwie... Ale czy mogę narażać życie pięćdziesięciu, żeby uratować trzech?

— Nie wiem, czy pan może, ale powinien pan to zrobić.

— Panie — odparł kapitan — nikt tutaj nie ma prawa pouczać mnie o moich obowiązkach.