Rozdział XXXI. Przeprawa na saniach z żaglami

Phileas Fogg stracił dwadzieścia godzin. Obieżyświat, mimowolna przyczyna tego opóźnienia, był w rozpaczy. Nie ulegało wątpliwości, że zrujnował swego pana. W tej chwili inspektor zbliżył się do pana Fogga i spytał go, patrząc na niego badawczo:

— Czy pan się bardzo spieszy?

— Bardzo — odparł pan Fogg.

— Zależy panu na tym, żeby znaleźć się w Nowym Jorku jedenastego grudnia przed dziewiątą wieczorem, to jest przed odpłynięciem statku do Liverpoolu?

— Bardzo mi na tym zależy.

— I gdyby napaść Indian nie przerwała podróży, byłby pan jedenastego rano w Nowym Jorku?

— Tak, na dwanaście godzin przed odpłynięciem statku.

— Dobrze, pan stracił dwadzieścia godzin. Między dwadzieścia a dwanaście jest osiem godzin różnicy. Można by je nadrobić. Czy nie chciałby pan tego spróbować?

— Pieszo? — spytał pan Fogg.