— Ale dokąd ją prowadzą?
— Do świątyni Piladżi, o dwie mile stąd. Tam spędzi noc, oczekując godziny, w której odbywają się ofiary.
— Kiedy nastąpi ofiara?
— Jutro o świcie.
Po tej odpowiedzi przewodnik wyprowadził słonia z gęstwiny i wskoczył mu na szyję. Ale w chwili, gdy chciał zagwizdać na zwierzę, aby zachęcić je do biegu, pan Fogg powstrzymał go i zwracając się do pana Cromarty’ego, rzekł:
— A gdybyśmy ją uratowali?
— Tę kobietę, uratowali?! — wykrzyknął Cromarty.
— Mam jeszcze dwanaście godzin do dyspozycji, mogę je poświęcić.
— Ależ pan ma szlachetne serce — rzekł pan Cromarty.
— Czasami — odparł spokojnie pan Fogg — zwłaszcza, gdy czas mi na to pozwala.