— Aha! — odrzekł Obieżyświat trochę zdumiony. — Lecz dlaczegóż nie widziałem pana przez cały ten czas na pokładzie?
— Mała niedyspozycja... Choroba morska zatrzymała mnie w kajucie. Zatoka Bengalska nie służy mi tak jak Ocean Indyjski. A jakże się miewa pan Fogg?
— Zupełnie zdrów i punktualny jak jego podróżny notatnik. Ach, panie Fix, pan nie wie, że mamy ze sobą młodą panią.
— Młodą panią? — spytał Fix, doskonale udając, że nie wie, o kogo chodzi.
Tu Obieżyświat zaczął mu opowiadać o wszystkim, co zaszło. O zdarzeniu w świątyni Piladżi, o kupnie słonia za dwa tysiące funtów, historię sati, uratowanie Aoudy, o tym, jak ich zawezwano do sądu w Kalkucie, jak ich skazano na więzienie, lecz dzięki kaucji używają swobody. Fix, chociaż doskonale znał ostatnie zajście, udawał zupełnie nieświadomego i w końcu spytał Obieżyświata, czy jego pan ma zamiar zabrać młodą kobietę ze sobą do Europy.
— Nie, panie Fix, chcemy ją oddać pod opiekę jednego z jej krewnych, bogatego kupca w Hongkongu.
— Trudna sprawa! — mruknął do siebie Fix. — Może kieliszek anyżówki, panie Obieżyświacie?
— Chętnie, trzeba koniecznie wypić za nasze spotkanie na „Rangoonie”.
Rozdział XVII. Od Singapuru do Hongkongu
Od tego dnia Obieżyświat i agent spotykali się dość często, ale ten ostatni zachowywał wielką ostrożność, nic próbując nawet wyciągnąć go na pogawędkę. Raz czy dwa razy widział pana Fogga, pozostającego prawie cały czas w salonie, czy to dotrzymującego towarzystwa pani Aoudzie, czy też grającego w wista.