— I wierzy pan teraz w tę niezwykłą podróż dookoła świata?
— Naturalnie. A pan, panie Fix?
— Ja? Nie, ja w nią nie wierzę.
— Błazen! — mruknął Obieżyświat, spojrzawszy złowrogo na agenta.
Wypowiedziane przez Obieżyświata słowo zastanowiło agenta. Czyżby ten Francuz go przejrzał? Nie wiedział, co o tym myśleć. Czyżby Obieżyświat odgadł w nim agenta? Nie, to niemożliwe!
A jednak, wyrażając się w ten sposób, Obieżyświat miał na pewno jakąś ukrytą myśl. Co ona miała znaczyć?
Innym znów razem Obieżyświat, nie mogąc się powstrzymać, poszedł jeszcze dalej.
— Czyżbyśmy z chwilą przybycia do Hongkongu, panie Fix — spytał go ironicznie — mieli stracić pańskie towarzystwo?
— Jeszcze nie wiem... — odparł mocno zakłopotany agent.
— Ach — rzekł Obieżyświat — gdyby pan z nami pozostał, byłoby to dla nas prawdziwe szczęście: agent towarzystwa, do którego pan się zalicza, nie zatrzymuje się w połowie drogi. Jechał pan do Bombaju, a otóż jesteśmy już w Chinach, Ameryka już blisko, a z Ameryki do Europy, to przecież tylko jeden krok.