— Jak się nazywa ten statek? — spytał pan Fogg.
— „Carnatic” — odparł sternik.
— Czy nie miał odpłynąć wczoraj?
— Tak, panie, ale jeden z kotłów wymagał naprawy, dlatego też odjazd nastąpi jutro.
— Dziękuję panu — odrzekł pan Fogg i krokiem automatu zszedł do salonu.
Obieżyświat tymczasem, ściskając dłoń pilota, mówił:
— Jesteś dzielnym człowiekiem, pilocie.
Pilot nigdy się nie dowiedział, czemu zawdzięczał tak niezwykłą wylewność uczuć.
Gwizdnąwszy silnie, skierował statek ku portowi na drogę oblężoną przez mnóstwo statków, łódek rybackich, dżonek55 i po godzinie lawirowania „Rangoon” nareszcie osiągnął port, a pasażerowie jeden po drugim opuścili statek.
Tym razem przypadek bardzo przysłużył się panu Foggowi. Gdyby nie naprawa kotła, „Carnatic” byłby wyruszył już piątego i pasażerowie chcący się udać do Japonii musieliby czekać cały tydzień. Pan Fogg stracił wprawdzie dwadzieścia cztery godziny, ale ta strata czasu nie miała żadnego wpływu na losy podróży. Statek, który z Jokohamy udaje się do San Francisco, kursuje w powiązaniu ze statkiem z Hongkongu, tak że przed jego przybyciem nie mógł wyruszyć z Jokohamy. Wprawdzie stracił dwadzieścia cztery godziny, ale podczas dwudziestodniowej podróży po cichym oceanie łatwo je można było odzyskać.